Blogi turystyczne Gdzie na Wakacje z dzieckiem?
Zakładki:
Blog > Komentarze do wpisu

Serpelice nad Bugiem

Wschodnia Polska marzyła nam się od dawna. Dobrych kilka lat temu zahaczyliśmy o Suwalszczyznę, ale od tego czasu zawsze było za daleko. Niby w kilometrach nie wygląda najgorzej, ale dojazd pociągiem praktycznie nie istnieje, a jakość dróg pozostawia tak wiele do życzenia, że zawsze wygrywają góry.

Tym razem tuż nad Bugiem ma miejsce coroczny Zlot Rodzin Harcerskich, więc w końcu mamy motywację, aby zrealizować przy okazji i turystyczne plany.

Bazę noclegową mamy w ośrodku w Serpelicach, nad samym Bugiem, a kilka migawek ze spędzonego tam tygodnia przedstawiamy poniżej:

  • Kodeń pewnie nie znalazłby się w naszych planach, ale drodze do miejsce wysłuchujemy całej „Błogosławionej winy” Zofii Kossak,a do tego akurat trafiamy na odpust, który sam w sobie jest już atrakcją. Nastawiamy się tylko na kościół, no i oczywiście cudowny obraz, ale okazuje się, że jest tu co robić. Zaciekawia nas tabliczka: labirynt. Idziemy mając nadzieję na zagubienie się w gąszczu krzewów, ale okazuje się, że to ogród zielny. Każde ziółko opisane, czym jest i świetnie, bo my znamy je już tylko z obrazków na opakowaniu przypraw w sklepie :( Bramą do ogrodu są tablice z przykazaniami, na długą chwilę przysiadamy przy fontannie oczyszczenia- w miejscu stworzonym po to, by na chwilę zatrzymać się, pomyśleć, zastanowić- jakże rzadko mamy na to czas o ochotę w codziennym biegu....

  • spływ kajakowy Bugiem jest do wyboru w wersji light oraz hard (czyli nocą). Nasze dzieci mają bardzo leniwych i starych rodziców, więc wybieramy opcję dla leniuchów. Do kajaków wsiadamy w Niemirowie i w ciągu dwóch godzin docieramy do Serpelic. Powiedzieć, że nasze dzieci nie są entuzjastami spływów, to mało. Niemniej dwie godzinki każdy wytrzyma, tym bardziej, iż nurt rzeki niesie tak przyjemnie, że jak się uprzeć, to wcale nie trzeba wiosłować (w przeciwnym razie pewnie nigdy byśmy nie dotarli). Rzeka szeroka, bez żadnych przeszkód, za to z pięknymi widokami, mnóstwem ptaków, a nawet krowami i końmi brodzącymi po brzegu. Tę samą trasę przepływamy również małym turystycznym stateczkiem- i właściwie nie wiadomo do końca, która wersja przyjemniejsza, ale każda ma swój niepowtarzalny klimat.

IMG_7869

IMG_73781

  • Białowieski Park Narodowy to oczywiście punkt honoru podczas pobytu na wschodnich rubieżach. Przyjemnie zaskakuje Muzeum Przyrodniczo- Leśne. Zbiory przedstawione w cyklu dioram, przedstawione w blokach tematycznych prowadzą w naturalny sposób przez najważniejsze tematy związane z lasem. Aby się nie rozpraszać, podświetlone jest tylko miejsce, gdzie się znajdujemy, a reszta tonie w mroku. Aby zaś przewodnik się nie zagalopował, po określonym czasie światło powoli gaśnie- nie ma więc mowy o godzinnym słuchaniu natchnionego opowiadacza, co się czasem w muzeach zdarza. Wycieczka po samym rezerwacie, aby miała większy sens, powinna pewnie trwać z pięć godzin, a nie trzy, niemniej jednak przechodzimy dzielnie trasę, zaliczając potężne oberwanie chmury i wysłuchując opowieści pani przewodnik. Niestety, jak łatwo się domyśleć, żadne żubry nie wychodzą nam na spotkanie, więc aby je pooglądać, musimy przejechać do Rezerwatu Pokazowego. Tu jednak z kolei większą atrakcją są sarenki, gdyż te, w przeciwieństwie do żubrów, chętnie jedzą z ręki.

 

 

  • Park linowy w Serpelicach nie był co prawda w planach, ale że codziennie koło niego przejeżdżamy, więc dlaczegóż nie skorzystać? Nowo oddany, ludzi niewielu i, co ważne, z łatwą trasą dla Tosi. Zwykle łatwa oznacza tyle, co osłonięta ze wszystkich stron siatką. Tutaj pomysł o niebo lepszy- zwykła trasa, z przeszkodami takimi samymi, jak duża- ale po prostu rozwieszona nisko nad ziemią.

 

  • Na Grabarkę bardzo czekałam, bo pamiętam, jak duże wrażenie wywarła na mnie, gdy byłam tu jako dziecko. I choć, co oczywiste, teraz wydaje mi się mniejsza, to fascynuje nadal. Tu świat nieco cichnie, mocno zwalnia, skłania do modlitwy- lub podumania. Niedaleko cerkwi już początki święta i kolorowe stragany. Nie ma, jak u nas, tysiąca rodzajów odpustowych cukierków, są za to maści na wszelkie dolegliwości (kupujemy, a jakże), a także warsztaty robienia ozdób ze słomy – dzieci wniebowzięte i nawet ładnie im wychodzi.

IMG_7498

IMG_7504

  • Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu nie powaliło nas na kolana. Skansen duży, eksponaty pewnie i ciekawe, ale pani przewodnik nie daje rady wciągnąć nas w temat. Tak to już jest, że muzeum trzeba albo skonstruować tak, by móc samodzielnie zwiedzać, otrzymując zadania, wskazówki, pomysły, albo tak, by przewodnik porwał w inny świat. Tu, niestety, zabrakło i jednego, i drugiego. Tyle naszego, że oglądamy największą kolekcję pisanek oraz prawdziwy bezoar (dotychczas Tadzio sądził, że istnieje tylko w Harrym Potterze)

 

  • świetnych przewodników ma za to stadnina koni w Janowie Podlaskim. Nikt z nas nie jeździ konno, a jednak podczas ponad dwóch godzin oglądania koni nie nudzimy się ani chwili. Pewnie gdybyśmy byli sami, przeszlibyśmy koło wybiegów, nie widząc specjalnie, na co zwrócić uwagę. Tymczasem pani przewodnik opowiada tak, jakby czytała książkę „sto pytań, na które nie znasz odpowiedzi”. Teraz już znamy :)

  • mamy ze sobą rowery, więc ciągnie nas do przetestowania Green Velo. Przejeżdżamy kilkadziesiąt zaledwie kilometrów, więc właściwie nie mamy się co jeszcze wypowiadać, niemniej jednak trasy nas nie zniechęcają. Wręcz przeciwnie- plany przejechania choć polowy szlaku nabierają konkretniejszych kształtów. Na razie pierwszy raz odbywamy przeprawę promową z rowerami.

    I to by było na tyle. Następnym razem wracamy tutaj w drodze z północy na południe kraju- na rowerach!

 

 

 

niedziela, 23 października 2016, aldona_t1

Polecane wpisy