Blogi turystyczne Gdzie na Wakacje z dzieckiem?
Zakładki:
Blog > Komentarze do wpisu

Babia Góra

Często czytamy w domu taką książkę „Żeby nóżki chciały iść”- zbiór opowieści o rożnych szczytach górskich. Niektóre są już przez nas zdobyte, inne czekają na swoją kolej. Babia Góra do tej pory znajdowała się w przechowalni, bo przykucnęła jakoś na uboczu, z dala od długich pasm górskich, w które można zaplanować kilkudniową eskapadę.

Ale oto jedziemy w Tatry, w których udało nam się zabukować jedynie dwa noclegi. Droga z Gdyni za daleka, aby opłacało się tłuc całą noc na kilka tatrzańskich chwil, więc uznajemy to za właściwą okazję do zboczenia w stronę niedalekiej wszak Babiej.

Kupujemy bilety do Makowa Podhalańskiego. Sypialne, bo w pociągu w ogóle nie ma wagonu z kuszetkami, czego celowości dotąd nie udało nam się zrozumieć. Chętnych byłoby i na 30 kuszetkowagonów, ale logika PKP wciąż pozostaje niepojęta. Wobec tego podróż kosztuje więcej niż noc w porządnym hotelu, ale czego się nie robi dla odgłosu stukotu kół...

Dobrze jest przybyć w góry rano- tak, aby od razu z pociągu ruszyć na szlak. Jednak twórca rozkładu jazdy musi cierpieć na chroniczną bezsenność. Przynajmniej dla nas 5.30 to jednak ciut za wcześnie na rozpoczęcie marszu. Trudno jednak- rozpoczynamy wakacyjną szkołę górską, a w niej lekcję „Przystosowywanie się do rzeczywistości a stawianie na swoim- co wybrać?”.IMG_3715

Planujemy podjechać na Przełęcz Krowiarki autobusem, ale oto kolejna niespodzianka: nic tam nie jeździ. Fakt- ostatnio byliśmy tu ze 20 lat temu- a w tym czasie wiele się zmieniło. Dziś większość turystów dojeżdża na przełęcz własnym samochodem, zostawia go na parkingu i dopiero wyrusza na wycieczkę z małym plecaczkiem, na obiadokolacji meldując się w jakimś przytulnym agro w dolince. Pozostali turyści to dzieci- uczestnicy wycieczek- podwożeni na przełęcz kolonijnym autokarem. Ponieważ ani jedni, ani drudzy nie wychodzą na szlak przed 10tą, powolutku ruszamy szlakiem ciągnącym się kilka kilometrów asfaltową drogą. Dobrze, że choć położoną w lesie :)

Mamy mnóstwo czasu, idziemy więc powolutku, w końcu wchodzimy na leśną ścieżkę, gdzie również nie przyspieszamy, bo i po co? Robimy postoje przy strumykach, ale i tak w południe dochodzimy do schroniska.IMG_37231

Zostawiamy plecaki i popołudnie spędzamy na Małej Babiej Górze. Pogoda prześliczna, wylegujemy się więc na niewielkich polankach. Po chwili okazuje się, że nie tylko my- spotykamy też korzystające ze słońca żmije zygzakowate i od tego czasu dużo baczniej patrzymy pod nogi. Dopiero jutro, w drodze na Babią zobaczymy ogrodzone miejsca z tabliczkami informującymi o występowaniu tychże węży.IMG_3762

IMG_3765

IMG_37511

Dzieciaki oczywiście fascynują się kamiennymi kopczykami stawianymi w pobliżu szlaku. Wybucha wojna na śmierć i życie o to, czy każdemu turyście wolno do stosu dołożyć tylko jeden kamień, czy też dowolną ich ilość. Nigdy bym się nie spodziewała, że nawet o to można pokłócić. Widocznie, skoro w górach generalnie nie występują powody do sprzeczek między rodzeństwem, należy stworzyć je sztucznie :)IMG_3756

W schronisku pustki. Turyści jednodniowi schodzą dość szybko do swoich, pozostawionych na przełęczy, aut i pozostaje tylko kilkanaście osób w wielkim, wyremontowanym schronisku. A my się martwiliśmy, czy będą miejsca. Następnym razem chyba będziemy się zastanawiać, czy schroniska jeszcze nie zamknęli...

Drugi dzień to wejście na szczyt. Pogoda jak marzenie, więc wybieramy wejście Percią Akademików, bo skoro już tu jesteśmy, to zal nie skorzystać z jedynego w Beskidach szlaku wysokogórskiego. Wspominamy nasze wejście tutaj ponad 20 lat temu i oczekujemy tłumów na trasie. Tymczasem, mimo że wychodzimy w trasę dopiero o 10ej, mimo ślicznej aury i mimo wakacji aż do samego szczytu nie mamy w zasięgu wzroku żadnej osoby. Z jednej strony super- kameralnie, niespiesznie pniemy się pod górę nikomu nie przeszkadzając, z drugiej- jakoś tak zbyt pusto na tym tłumnie niegdyś odwiedzanym szlaku.IMG_3789

IMG_3795

Samo podejście na Diablak pamiętamy jako mocne przeżycie. Tymczasem nasze dzieci, po licznych wędrówkach w Tatrach, właściwie nie zauważają Czarnego Dzioba- niemal pionowej ośmiometrowej skały. Dla Tosi mamy co prawda uprząż obawiając się, ze jej wzrost nie pozwoli na samodzielne wspinanie się, ale okazuje się on tylko psychiczną podporą dla taty.IMG_3821

IMG_3830

IMG_3817

IMG_3803

Zauważamy też, że nadszedł już ten wyczekiwany czas, gdy dzieci chodzą same, wyprzedzając zasapanych rodziców o wiele, wiele metrów. Kiedy padnięci docieramy na szczyt, one są od dawna gotowe do dalszej drogi. Szybko to zleciało...IMG_3843

Napawamy się widokami (znowu muszą nam starczyć na wiele miesięcy) i powoli wracamy grzbietem. W końcu pojawiają się turyści, dążący na Diablak najkrótszą drogą z przełęczy. Widzimy ich króciutko, bo wybieramy zejście Percią Przyrodników. Trasa przepiękna, wśród łanów paproci, niesamowicie stroma i... absolutnie pusta.IMG_3869

IMG_3878

IMG_3917

IMG_3924

 

 

Z obolałymi od zejścia nogami wracamy do schroniska, gdzie zupełnie nieoczekiwanie spotykamy gdyńskich znajomych. Co prawda w Trójmieście nigdy nie udaje nam się zobaczyć, ale za to w górach, bez umawiania się- proszę bardzo! Dzieci mają więc kompanów do planszówek (polecamy duży zbiór w schronisku), a dorośli- do wieczornych rozmów.

Rano chcemy jeszcze tylko zajrzeć do maleńkiego Muzeum Turystyki Górskiej. Bierzemy klucze i uparcie próbujemy dopasować je do zamka w maleńkim budyneczku opisanym jako muzeum. Nie wchodzi nijak. Obchodzimy domek dookoła szukając innych drzwi. Nie ma, oczywiście. Próbują dzieci, jako bardziej obeznane w nowych technologiach- również z zerowym skutkiem. Dobrze, że wokół nikogo, bo wyglądamy nieco głupawo. Tym bardziej, że już kilka lat temu zbiory przeniesiono do stojącej kilka metrów dalej GOPR-ówki...IMG_3934

Po obejrzeniu muzeum raz-dwa znajdujemy się w Makowie Podhalańskim z optymistycznym zamiarem równie szybkiego dostania się do Zakopanego. To przecież nawet nie 70 kilometrów, więc nie ma problemu. A przynajmniej nie powinno go być. Autobus jeździ do stolicy Tatr raz dziennie- oczywiście o absurdalnej dla nas godzinie. Nie przejmujemy się, bo nie jesteśmy zbyt wymagającymi turystami. Oczywiście, ze możemy się przesiadać- do Rabki przecież na pewno co chwila jeżdżą autobusy. Albo chociaż busy. Lub taksówki. Cokolwiek. Główna droga, turystyczna miejscowość- a połączenia żadnego. Nigdy.

Dlatego też ze stoickim spokojem siadamy na dworcu. Nowiusieńkie perony, czyściutka kostka, wszystko lśni i błyszczy, ale budynek zamknięty na głucho, toalety brak, a pociąg... musimy tylko zaczekać 2,5 godziny... Dobrze, że w pobliżu dają dobre lody.

Podróże kształcą!

 IMG_39421

 

 

 

piątek, 07 lipca 2017, aldona_t1

Polecane wpisy

Komentarze
2017/07/07 14:31:33
O, matko, moje szukanie miejsca, gdzie dodaje się komentarz było dłuższe, niż wpis. Zachęciliście. Trochę potrenujemy i może pierwszy raz w życiu wylądujemy na Babiej :).